poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wyciągam ciężki sprzęt.

Przez bardzo długi czas szukałam odpowiedniej dla siebie metody złuszczania martwego naskórka na mojej twarzy. Jako posiadaczka skóry trądzikowej nie mogę stosować peelingów gruboziarnistych a te drobnoziarniste nie sprawdzają się u mnie zbyt dobrze. Jakiś czas używałam peelingów enzymatycznych jednak i te nie sprawdzały się tak jak powinny. Z pomocą przyszły mi moje studia i odkrycie KAWITACJI.



Kawitacja to urządzenie emitujące fale ultradźwiękowe, które w środowisku wodnym powodują powstanie zjawiska kawitacji- powstanie próżnych jamek w cieczy na skutek obniżenia się ciśnienia poniżej progu spójności cieczy (brzmi strasznie nie?). Chodzi generalnie o to, że w cieczy powstają bąbelki powietrza, które "pękając" powodują powstanie fali uderzeniowej, która powoduje peeling.

Sam zabieg jest bezbolesny i należny raczej do przyjemnych. Do jego wykonania wykorzystuje się sprzęt wyposażony w metalową szpatułkę. 




Wskazania: przebarwienia, trądzik, zmarszczki, szary koloryt skóry, cellulit, słabe odżywienie skóry.

Przeciwwskazania: ciąża, okres laktacji, nowotwory, stany pooperacyjne, niewydolność krążenia, osteoporoza, obecność w ciele ciał obcych metalicznych (rozrusznik serca, aparat na zębach), stany gorączkowe, zmiany o charakterze bakteryjnym, wirusowym(opryszczka), grzybiczym.

Rezultaty: Zależą od przyczyny stosowania tego typu zabiegu. Jak w każdym przypadku ważna jest regularność. Proponuję aby osoby, które do tej pory nie miały styczności z tego typu zabiegami nie kupowały od razu sprzętu a poszły na kilka zabiegów do gabinetu kosmetycznego. Osoby w tego typu salonach dobiorą odpowiednią częstotliwość zabiegów oraz długość samego zabiegu. Wpływ na ilość i częstość zabiegów ma np. rodzaj cery, problem z jakim przychodzimy, możliwości finansowe czy reakcja naszej skóry na dany zabieg.



Jak mi pomogła kawitacja?
W czasie kiedy moja twarz była usłana zmianami, kawitacja przyspieszała ich ewakuację oraz proces gojenia się ran. Dodatkowo przyspieszała i nadal przyspiesza proces schodzenia przebarwień. Dodatkowo sprawia, ze skóra w szybkim tempie wygląda promiennie, dlatego kawitacja jest moim zabiegiem kiedy mam ważną imprezę lub wyjście. Ponadto kawitacja sprawia, że składniki czynne, które stosujemy na twarz szybciej, głębiej i w większej ilości się wchłaniają ( zrogowaciały naskórek jest usunięty).

Ja posiadam własną kawitację, którą zakupiłam rok temu w sklepie salonów urody Yasumi. Jest poręczna, bezprzewodowa i naprawdę długo wytrzymuje na baterii. Wykonuję zabieg raz w tygodniu (takie są potrzeby mojej skóry) przez około 15 min. Dodatkowo kawitacja ma funkcję sonoforezy ( o tym następnym razem ;)

Mieliście kiedyś okazję skorzystać z tego typu zabiegu ? Jakie są Wasze wrażenia?

Pozdrawiam 
Monika


sobota, 28 grudnia 2013

Monika Chwalipięta

Już mam ! W końcu mam mój ukochany podkład Maybelline Fit Me w moim aktualnym kolorze skóry. 


Po miesiącach oczekiwań w końcu mam jaśniejszą wersję mojego ukochanego podkładu. Jego recenzja już była na moim blogi klik. Jego działanie jest identyczne tylko kolor bardziej zimowy.





Pozdrawiam
Monika

czwartek, 26 grudnia 2013

Wow Glamour Sand Wibo nr 3

Ostatnio na moich paznokciach można głównie oglądać lakiery piaskowe. Po pierwsze są trwałe, po drugie ich aplikacja jest banalnie prosta i szybka, po trzecie dają nieziemski efekt. Zobaczcie sami.





Przepraszam za skórki- nie mogę ich doprowadzić do porządku ;)

Jak Wam się podoba piaskowy efekt ?

Pozdrawiam
Monika

wtorek, 24 grudnia 2013

Świąteczny zapach !

Na początku chciałam przeprosić za tak długa nieobecność. Spowodowana ona była egzaminami i problemami technicznymi. Teraz wracam i chciałam Wam pokazać moje ulubione perfumy. Zwykle tego typu "gadżet" trafia do mnie w okresie świąt. W tym roku moi rodzice dali mi mój perfum nieco wcześniej ale i tak zaliczam go do "prezentów gwiazdkowych" ;) A wiec czym Monika zwykle   pachnie ?



 Zwykle wybieram świeże zapachy. Lubię zapach frezji czy bergamotki. Lecz zbyt świeże perfumy są dla mnie po prostu nijakie. Dlatego znalezienie perfumy to dla mnie nie lada wyzwanie. 
 Moje dwa ulubione perfumy to Van Gils Her  Aura i Hugo Boss Orange Woman. 

Zacznę może od mało znanych w Polsce a popularnych w Holandii perfum Van Gils Her Aura




Nutami głowy są ananas, jagody i cytryna; nutami serca są orchidea, frezja, jaśmin, lilia wodna i róża turecka; nutami bazy są drzewo sandałowe i piżmo.

Jak widzicie Po za bardzo świeżymi zapachami takimi jak frezja, cytryna czy jagoda ma w swojej nucie bazowej drzewo sandałowe i piżmo. Dzięki nim perfumy te nie są mdłe i sprawiają, ze zapach staje się niezwykle kobiecy. Mam jednak z nimi jeden problem. Są już bardzo słabo dostępne ze względu na to że w 2011 roku przestały być produkowane. Dlatego każdy flakonik to dla mnie skarb. 

Jeżeli chodzi o Hugo Boss Orange Woman 
Nutę głowy stanowi jabłko; nutami serca są białe kwiaty i kwiaty; nutami bazy są drzewo sandałowe, creme brulee, wanilia i drzewo oliwne.

I tu po raz kolejny obok świeżych zapachów pojawia się drzewo sandałowe, creme brulee czy wanilia. Składniki te sprawiają, że zapach staje się niezwykle ciepły i seksowny. Jednak dla mnie jest zbyt ciepły jeżeli chodzi o codzienny użytek więc zwykle używam tych perfum gdy gdzieś wychodzę. 

Jakie są Wasze ulubione perfumy ?

Oczywiście z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia pragnę Wam złożyć najserdeczniejsze życzenia zdrowych i rodzinnych Świąt

Pozdrawiam
Monika ;)

piątek, 6 grudnia 2013

Moja pielęgnacja włosów

Nie jestem włosomaniaczką. O ile swojej cerze poświęcam wiele uwagi to moje włosy traktuję trochę po macoszemu. Jednak w efekcie czytania blogów i oglądania vlogerek nieco bardziej niż kiedyś przykładam się pielęgnacji swoich włosów


Na początku może powiem co nie co o moich włosach. A mianowicie moje włosy maja tendencję do przetłuszczania się u nasady natomiast końcówki są suche, rozdwajające się. Sprawy nie ułatwia fakt, że moje włosy co dwa miesiące są farbowane na blond (niestety matka natura nie obdarzyła mnie kolorem włosów, który by mnie satysfakcjonował). Po za tym moje włosy strasznie się plączą. Włosy myję codziennie.

Czego więc używam ?
Ta daaaaam !


jak zwykle Monika fotograf ma wyraźne nie robione pod światło zdjęcia ;)


1. Szampon do włosów Elseve Cement Ceramid.
Nie przykładam większej wagi do szamponu. Swego czasu używałam tych dla dzieci ale po nich nie mogłam rozczesać włosów a i bez tego mam duże trudności. Szampon ma oczyścić skórę glowy jak i same włosy i przygotować je na odżywkę. Dla mnie musi jeszcze dobrze się pienić (co oznacza SLS) i ładnie pachnieć ;)



2. Odżywka do włosów Granier Ultra Doux z olejkiem 
z avokado i masłem karite. Genialna Odzywka. Pięknie pachnie, odżywia włosy. Pozostawia je miękkie i ułatwia rozczesywanie. Jak dla mnie numer jeden na rynku drogeryjnym !




















3. Oleje do skóry głowy i włosów Alverde
z olejkiem arganowym migdałowym i sojowym. Odżywia, pielęgnuje skórę głowy. Ja używam go dwa razy w tygodniu na noc. Od kiedy go stosuję, moje włosy są mocniejsze i nie wypadają w takich ilościach.



4. Batiste suchy szampon. 
To taki szampon na szybkie wyjście. Kiedy włosy są oklapnięte, nieco przetłuszczone a nie mam czasu żeby je umyć to sięgam właśnie po szampony tej firmy. Niedawno odkryłam, że wersja "panterkowa" ma jak dla mnie najfajniejszy zapach i chyba zostanę przy niej.

















5. Milargan Argan Hemp Oil.
Stosuję go po każdym myciu w celu zabezpieczenia końcówek. Ma przyjemny, nieco męski zapach. 
Nie wygładza włosów za bardzo ale wydaje mi się, że nieźle je chroni.

















6. Marion spray ochronny przed ciepłem. 
Zdarza mi się prostować włosy. A gdy to robię, sięgam właśnie po tę produkt. Nadaje blask włosom a zawarta w składzie gliceryna świetnie chroni włosy i dodatkowo je nawilża. Poza tym ogromny plus dla tego produktu za kład. W odróżnieniu od innych produktów drogeryjnych nie zawiera tony alkoholu.



7. Szczotka do włosów Tangle Teezer.
Uwielbiam ją ! Jako jedyna potrafi rozczesać moje włosy. Jej recenzja juz jest na moim blogu klik 


Pozdrawiam
Monika

środa, 4 grudnia 2013

Temu Panu dziękujemy !

Jestem ogromną fanką płynów micelarnych. Przetestowałam ich w swoim życiu wiele z lepszym bądź gorszym skutkiem. Dzisiaj chcę Wam przedstawić płyn micelarny, który mnie zawiódł na całej linii. Przedstawiam Wam Pharmaceris płyn micelarny do cery trądzikowej.


Według producenta ma nie tylko zmywać makijaż z twarzy i oczu ale także redukować niedoskonałości. Płyn w swym składzie zawiera wyciąg z łopianu (hamuje rozwój bakterii i grzybów), Cynk (działanie ochronne i przeciwbakteryjne), kwas migdałowy (antybakteryjny, eksfoliacja naskórka). Opis i skład są bardzo obiecujące a działania?

Niestety ale moim zdaniem płyn nie sprawdza się w swoim podstawowym działaniu tzn. nie zmywa makijażu. Fakt podkład z Iwostinu trwale kryjący nie należy do najprostszych w usuwaniu no ale po to używa się płynu micelarnego, żeby ułatwić ten proces. Już nie mówiąc o tym, że z żelowym eyelinerami też sobie nie radzi.

Jednak trzeba mu przyznać jeden plus. Działa bardzo odświeżająco. Dlatego bardzo często sięgam po niego jako po tonik i w tej kwestii nie mam do niego zastrzeżeń.

Raczej nie kupię go ponownie bo jego cena: 20 zł nie jest warta stosowania go jako toniku. Już czekam aż opróżnię butelkę i wrócę do mojego ulubionego płynu z L'Oreal'a ;)

Pozdrawiam
Monika

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Paznokcie: Wibo Extreme Nails nr 93

Dzisiaj będę paznokcie w moim ulubionym kolorze czyli czerwonym. W mojej kolekcji najwięcej lakierów mam właśnie w tym kolorze. Jednak moim ulubieńcem jest ten z Wibo. Głęboka czerwień, bardzo kobieca. Od razu sprawia, że mam +10 do pewności siebie (a to ważne gdy zwykle jest się na poziomie -100 ;P ) 


Ps. Przepraszam za moje skórki ale w obecnej chwili muszę je zapuścić gdyż za bardzo je wycinałam i zaczęły mi narastać. I tu przestroga również do Was, nie wycinajcie za często skórek, bo źle na tym wyjdziecie ;)




Pozdrawiam
Monika ;)

sobota, 30 listopada 2013

Podstawa makijażu: pędzle.

Często zdarza mi się słyszeć, że aby zrobić ładny makijaż trzeba posiadać pędzle. Mało tego najlepiej kiedy jest ich dużo. Nie zgodzę się z tym. Pędzle ułatwiają zrobienie makijażu i przyspieszają proces. Ale można sobie poradzić bez nich. Ja jestem leniuszkiem i zawsze po nie sięgam. Ale uważam że potrzeba 5 pędzli aby wyczarować makijaż. 

Przede wszystkim chcę zacząć od tego, że pędzel z którym mogłabym się łatwo pożegnać to pędzel do podkładu. Zdecydowanie preferuję nakładanie podkładu palcami. Ociepla to produkt i lepiej się stapia ze skórę. Jednak malując kogoś sięgam po niego bo niebywale przyspiesza cały proces. Również pędzel do pudru sypkiego łatwo mi zastąpić puszkiem czy gąbeczka dołączoną często do tych produktów. Należy pamiętać, ze używając tego typu sprzętów nakładamy nieco większą ilość produkty więc uważajcie!


Ok a teraz lista pędzli, które moim zdaniem są takimi podstawowymi pędzlami, które warto mieć:

1. Pędzel skośny, plaski do kresek. Można nim robić kreski żelowym eyelinerem czy cieniami. Dodatkowo łatwo nim podkreślić brwi czy namalować kreskę na dolnej powiece Tak jak mówię, jest wielozadaniowy. Najlepiej gdy jest z włosia sztucznego, wtedy produkt nie przykleja się tak do włosia i łatwiej uzyskać równą kreskę.



2. Pędzel do blendowania. Tak naprawdę to kolejny pędzel którym można zrobić wiele rzeczy. Można nim nałożyć cień na powiekę, wyblendować cienie, rozetrzeć kreskę a co wprawniejsza ręka może nim nawet rozświetlić kąciki oka.



3. Pędzel do konturowania. Tu niestety nie ma rady. Jeżeli chcemy dobrze nałożyć bronzer to musimy mieć do tego pędzel. Wybór należy do nas. Może to być szpiczasty pędzel lub bardziej płaski. Ja osobiście preferuję te bardziej płaskie. Łatwiej mi nimi nałożyć produkt a później rozetrzeć.



4. Grzebyczek do rozczesywania brwi. Nie ma nic gorszego niż rozczapierzone brwi. Poza tym grzebyczkiem łatwo usunąć nadmiar produktu jeżeli podkreślacie dodatkowo brwi. Kosmetyczny MUST HAVE



5.  Pędzelek do ust. Sporna sprawa. Od kiedy coraz częściej noszę czerwień na ustach nie wyobrażam sobie makijazu ust bez niego. Precyzyjnie mogę narysować kontur ust a potem wypełnić pozostałą część. Tu również zachęcam do korzystania z włosia sztucznego, gdyż naturalne ze względu na pory obecne w strukturze włosa szybciej pochłania kolory i trudniej je z niego usunąć.


Pozdrawiam
Monika

środa, 27 listopada 2013

Moja nowa miłość

W odstawkę poszedł Tom Hiddleston, Ryan Gosling i Chris Hemsworth. Teraz moje wszelkie westchnienia kierują w stronę... szczotki do włosów Tangle Teezer. 






Przez lata borykałam się z problemem wiecznie splatanych włosów. Nie pomagały treściwe odżywki, maski czy olejki. Do kupna tej szczotki zmusiło mnie moje zapominalstwo. Bo pakując się na studia zapomniałam mojej już nieco sfatygowanej szczotki. Szukając jakieś konkretnej oferty okazało się, że różnica cenowa między Tangle Teezer'em a zwykłą szczotką jest niewielka. Dodatkowo sprawę ułatwił fakt, że sklep sprzedający te szczotki znajduje się w Lublinie.



Kupiłam i przepadłam ! Czesanie moich włosów jeszcze nigdy nie było tak przyjemne. Bez ciągnięcia i mnóstwa wyrwanych włosów. Moja tradycyjna szczotka po czesaniu wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy. Po tygodniu można by było zrobić z wyrwanych włosów całkiem gęstą perukę :P. Ale to już przeszłość. Włosy są gładkie i nie wypadają już w takich ilościach.

Jeżeli chodzi o wykonanie szczotki to nie łudźmy się. Jest to średniej klasy plastik. Ale swe cudowne działanie Tangle Teezer zawdzięcza ułożeniu naprzemiennemu długich i krótkich igiełek, którymi rozczesujemy włosy. Dodatkowo szczotka przyjemnie masuje skórę głowy. 

Żałuję tylko, że tak późno się na nią zdecydowałam. W dodatku wiem, że dzięki uprzejmości mojego brata i bratowej już niebawem zostanę szczęśliwą posiadaczką wersji kompaktowej bo niestety wersja zwykła nie nadaje się do transportu. A tak moje cudo będę mogła wpakować do mojej torebki bez dna :)

Cena tez szczotki to około 40 zł jednak jest ona warta swojej ceny. Jeżeli macie problem z plączącymi się włosami, lub rozczesywanie włosów zajmuje Wam wieki powinniście zainwestować w tę szczotkę- naprawdę warto !
Dodatkowo szczotki mają bardzo ładne kolory a wersje kompaktowe mają urocze wzory np. Owieczkę Shaun, Union Jack czy seksowną panterkę ;)

Pozdrawiam 
Monika


P.S widzieliście ten uroczy filmik z Tomem ? :) Myślę, że tylko on dorównuje mojej nowej szczotce :D

niedziela, 24 listopada 2013

Zmiany zmiany zmiany !

Jak na płodnego blogera przystało pomysłów w głowie moc tylko ujęcie ich w ramy czasem bywa trudne. Bo poza kosmetykami też jest świat a tam są rzeczy które mnie inspirują, sprawiają radość i motywują do działania. 

manager.nf.pl/media/images/articles/14710_mini_200x200.jpg


Chcą się tym dzielić ze światem początkowo chciałam ten blog przekształcić w bardziej lifestylowy ale wtedy przypomniałam sobie, że istniały czasy w prehistorii kiedy to napisałam 8 postów na jakimś blogu i że fajnie mi się tam pisało ( 8 postów- takie doświadczenie :P ). W moim życiu kieruję się zasadą, ze jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego więc postanowiłam, że:
1. Ten blog w całości poświęcam kosmetykom, pielęgancji i ogólnie pojętej kulturze piękna
2. Drugi blog http://lemons-lifestyle.blogspot.com/ zostaje reaktywowany i tam będę pisac o inspiracjach filmach, książkach, muzyce i wszystkim tym co mnie wkurza, bawi, doprowadza do łez i szału!

Jestem tym strasznie podekscytowana i mam nadzieję, ze Wam również się to spodoba !

Pozdrawiam
Monika ;)

sobota, 23 listopada 2013

Kupione-zatopione #3

Ja wiem, ze można odnieść wrażenie, że ja ciągle tylko kupuję nowe rzeczy i nic nie zużywam ale uwierzcie mi, tak nie jest! Moja kolekcja kosmetyków nie jest aż tak dużo. Każdy zakup z tak zwanej kolorówki staram się zaplanować i mam tylko to co używam i wiem, że używać będę. Jednak w obliczu promocji Rossmana i Hebe -40 % na całą kolorówkę nie sposób było czegoś nie kupić ;) 



1. Korektor art scenic Eveline w kolorze 04 light. Już kiedyś miałam ten korektor i świetnie się on sprawdza do ukrycia cieni pod oczami. W dodatku pięknie rozświetla te okolice. Co prawda producent informuje nas że korekto nadaje się również na wypryski jednak u mnie akurat w tym przypadku wypada średnio. Cena w promocji około 9 zł


2. Fluid trwale kryjący Iwostin w kolorze jasnym. Bardzo lubię ten podkład dlatego sięgnęłam po jego jasną wersję i już wiem, że będzie ulubieniec miesięcy zimowych ;). Daje spore krycie a przy tym nawilża skórę. Cena : 22 zł

3. Wibo Wow Glamour Sand nr 3. Dzięki temu lakierowi stałam się fanką piaskowego efektu na dłoniach. Cudnie wygląda a przy tym jest tani. Już wkrótce pokaże Wam jak wygląda na dłoniach. Cena 7 zł

4. Eyestudio Lasting Drama Gel Eyeliner 24 h Maybelline. Nie używałam jeszcze ale bardzo lubię żelowe eyelinery a skoro i Tanya Burr i Katosu go używają to musi być dobry- przekonamy się! :D Cena w promocji 18 zł.

5. Szminka Rimmel Kate 10. Do jej kupna natchnęła mnie moja nauczycielka wizażu, która stwierdziła że bardzo dobrze wyglądam w chłodnym odcieniu czerwieni. Ja jakoś zawsze bałam się tego koloru ale pomyślałam "Czemu nie?!" Szminka moim zdaniem dobrze się trzyma na ustach i równomiernie schodzi (Ale to raczej cecha osobnicza jest). Trudno mi było moim aparatem przy sztucznym oświetleniu złapać  jej kolor dlatego wspomagam się internetem. Cena w promocji 12 zł 


A w rzeczywistości wygląda tak :
źródło: Grafika Google


Na sam koniec pochwalę się tylko niekosmetycznym zakupem, który porwał moje serce a mianowicie moje nowe kapciuchy:
Czyż nie są urocze ? <3 I nagle nawet okropna jesień i zima bardziej mi się podoba :D

To tyle na dziś
Ja Was serdecznie i cieplutko pozdrawiam
Monika ;)

czwartek, 21 listopada 2013

All I need is...

ZIAJA ! 

Nigdy nie byłam ogromną fanką firmy Ziaja. To prawda mają kilka fajnych produktów ale Ziaja nigdy nie była firmą pierwszego wyboru. Ostatnio będąc w aptece wpadł mi w oczy krem Ziai. I wtedy przypomniałam sobie jak krem ten zachwalała vlogerka Callmeblondie. Kupiłam i przepadłam. Mowa tu o Kremie nawilżająco-matującym. Równowaga cery tłustej i mieszanej. Redukcja sebum i zaskórników 25+.


Ja co prawda 25 lat nie mam ale krem sprawuje się u mnie idealnie Pięknie skórę matuje ale przede wszystkim świetnie skórę nawilża. Sprawia, że cera wygląda świeżo i promiennie. 

Jego konsystencja nie jest niczym specjalnym ot zwykły krem. Ale wchłania się w mgnieniu oka i skóra jest przygotowana do dalszej "obróbki".

Właśnie a jak wygląda dalsza "obróbka" po tym kremie ? GENIALNIE ! Krem świetnie współgra z każdym moim podkładem klik. Podkład schodzi równomiernie. Krem przedłuża również efekt matu na skórze.  

Jedynym minusikiem tego kremu jest fakt, że posiada tylko SPF 6 i aż chciałoby się powiedzieć "dlaczego tak mało?" ;) Jednak biorąc pod uwagę że krem jest tak genialny i kosztuje tylko 9 zł to wybaczam mu tak niski poziom SPF. Jeżeli chodzi o jego zdolności walki z zaskórnikami to nie zauważyłam jakiś spektakularnych efektów bo ja z zaskórnikami nie mam problemów ale gdyby tak działał na wągry...

Podsumowując: krem jest jak najbardziej udany. Świetnie nawilża i matuje skórę. Dodatkowo ładnie pachnie i dobrze współgra z podkładami ( a przynajmniej z tymi które posiadam ja). Dlatego uważam jest on wart uwagi bo w końcu 9 zł to nie majątek a może i u Was się sprawdzi ;)

Pozdrawiam
Monika ;)

sobota, 16 listopada 2013

T.G.I.S

Powinnam się uczyć. Powinnam robić prezentację. Powinnam robić coś co w przyszłości może dać mi pieniądze ale nie! Ja dzisiaj robię sobie dzień SPA!

źródło: Grafika Google


Idealna sobota to dla mnie dzień kiedy robię herbatę, siadam pod koc i czytam książkę/oglądam seriale/oglądam filmy....lub dbam i siebie. Dzisiaj postanowiłam wykorzystać ten czas na małe spa. Jakie takie moje spa wygląda.

1. Regulacja brwi. Średnio przyjemny zabieg. Ja osobiście bardzo go nie lubię. Ale mus to mus. Poza tym jak dla mnie brwi są bardzo ważne i muszą być dobrze wyregulowane i podkreślone.

źródło: Grafika Google


2. Usuwanie wąsika. Nieprzyjemny zabieg ale jak wyżej potrzebny. Szczególnie wśród osób z problemem nadmiernego owłosienia.

3. Kawitacja <3 bardzo pomogła mi w moich problemach z trądzikiem a przy tym jest bardzo przyjemnym zabiegiem. Z jej pomocą oczyszczam twarz ultradźwiękami. Skóra jest gładka i oczyszczona.

5. Maseczka. Ja dzisiaj zdecydowałam się na nawilżającą z Perfecty z miodem i słodkim migdałem. Tak pięknie pachnie, że mogłabym ja zjeść a na dodatek świetnie działa.

6. Kąpiel/prysznic. Obojętnie co to jest musi być dłuuuugie, ciepłe i zakończone wsmarowaniem w siebie tony pachnącego balsamu ;)

7. Koc i książka albo laptop. Bo przecież po takich przyjemnościach nie można się wziąć za coś nieprzyjemnego ;)

pozdrawiam
Monika ;)

środa, 13 listopada 2013

Szpachla szpachla...

czyli przegląd podkładów.

Od kiedy pamiętam podstawowym produktem w mojej kosmetyczce był podkład i tusz do rzęs. Wynikało to z tego, że naturalnie mam nierówny koloryt skóry a od paru lat zmagam się z trądzikiem. Dzisiaj przedstawię Wam podkłady jakie posiadam, gorsze lub lepsze :). Z góry przepraszam, ze nie wszystkie zdjęcia będą mojego autorstwa ale niestety mój aparat padł a komórka robi słabej jakości zdjęcia.
Uwaga! Moja cera jest raczej cerą mieszaną z przesuszającymi się policzkami i tłustą trefą T. Mam skłonności do trądziku, póki co tfu tfu nie mam aktywnych zmian jednak drobne blizny i przebarwienia muszę zakrywać ;)

1. Affinitone w kolorze 14 creamy beige. Swego czasu mój ulubiony podkład. Gdy skończył mi się jeden gnałam od razu po następny. Jednak z czasem zauważyłam, ze skóra mi się po nim nieco wysuszyła a i sama formuła zaczęła mnie doprowadzać do szewskiej pasji. Podkład ma konsystencję wodnistą, która mi osobie preferującej nakładanie podkłau palcami utrudniało aplikację. Podkład ładnie stapiał się z cerą, krycie ma średnie jednak można je budować. Ogólnie fajny produkt i zdarza mi się do niego wracać jednak coraz rzadziej. Cena 25 zł

źródło: Google Grafika




2. Astor anty-shine. Kolor 201 Matko co do za tragedia. Już pierwszego dnia wiedziałam, że miłości z tego nie będzie. Podkład miał konsystencję bardzo tępą, która trudno się rozprowadza. W dodatku na mojej cerze mat utrzymuje się (z pudrem sypki czy w kamieniu) uwaga zawrotne 15 minut. Zniechęcona podkładem postanowiłam go wyrzucić jednak moja była współlokatorka przyjęła go pod swoje skrzydła i co ? Działa u niej świetnie i jest z niego bardzo zadowolona. Ma ona nieco bardziej suchą cera od mojej i może dlatego jednak u mnie ten podkład w ogóle nie zdał egzaminu.  Krycie lekkie. Cena 20 zł


3. Gosh Natural Touch Foundation. Ja mam w kolorze 32 pearl. Podkład bardzo jasny. Był dla mnie idealny zeszłej zimy kiedy to w wakacji w ogóle nie złapałam koloru i przechodziłam serię zabiegów mikrodermabrazji. Podkład średniokryjący o przyjemnej konsystencji. W tej chwili jest dla mnie o wiele za jasny ale używam go czasem gdy konturuję twarz podkładami. Jest nawilżający więc świetnie się sprawdza w miesiącach zimowych lub dla skory suchej. Cena ok 60 zł

źródło: Google Grafika
4. Iwostin Correctin Sensitia. Fluid łagodzący trwale kryjący dla skóry wrażliwej SPF 30. Cudo ! Moja nowa miłość. Łagodzi skórę, pięknie kryje, długo się utrzymuje, ma wysoki SPF i cena niska bo kosztuje około 25 zł. Mam go w odcieniach naturalnym (obecnie jest dla mnie za ciemny) i jasnym (jest teraz w sam raz). Jedynym jego tycim minusikiem jest to że nie matuje ale puder matujący załatwia sprawę ;) 


5. Maybelline Fit Me w kolorze 120. O tym jak bardzo lubię ten podkład możecie poczytać w osobnej recenzji tu : klik



6. Rimmel Match Perfection w kolorze 101. O tym jak bardzo nie lubię tego podkładu możecie przeczytać tu : klik na szczęście się skończył więc pozostalo tylko zrobić uffff jak dobrze ;)


To tyle jeżeli chodzi o moje "szpachlowanie". Teraz dopiero zdałam sobie sprawę ile tego jest ;)

A Wy macie jakieś ulubione/ znienawidzone podkłady ?

Pozdrawiam 
Monika ;)